• Wpisów:51
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:3 773 / 69 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W skrócie opiszę wam ostatnie dni.
Wtorek, pożegnalna impreza. Była siostra Pana S., kilku kumpli i jego kuzyn, o dziwo bez żony. Siorka zadzwonila do niej, ona zaczyna, że ten jej mąż jej nie szanuję, zdradza, krzyczy na dzieciaka (6-letni skarb)... No, ale kiedy się dowiedziała, że on tu jest przyszła. Baliśmy się, że będzie kłótnia, ale było miło.
Środa.
Wstaliśmy rano, pakowanie reszty rzeczy, robienie jedzenia, chwilę po południu wyszliśmy z domu z Siorka, tata i inny kuzyne S. Doprowadzili nas, pożegnaliśmy się i ze smutkiem odjechaliśmy pociagiem. 2 godziny jazdy, jesteśmy w Dnieprze, 1,5 godziny czekania na kolejny. Zrobiliśmy drobne zakupy, powiedzieliśmy na słoneczku (32°). Pociąg był o czasie, wsiadamy. Zjedliśmy i o 20 już spałam.
Czwartek. Obudziłam się o 7.30, zjedliśmy śniadanie i ogarneliśmy się. O 10 jesteśmy we Lwowie. Zimno, deszcz - inny klimat. Zostawiliśmy bagaże, poszliśmy kupić bilety na autokar do Warszawy. Wszystko dobrze, autokar o 18.35. Odpuścilismy sobie zwiedzanie, jedziemy do hostelu. Byliśmy tam juz 4 raz, nawet zniżkę dostaliśmy. Pospaliśmy, zjedliśmy i wracamy na dworzec. Autobus się spóźnił, ale teraz uwaga -bomba: na biletach widnieją miejsca 45 i 46. 46tego miejsca NIE MA. Było jedno wolne więc jakoś się zmieściłam.
Piątek. W Polsce byliśmy o 6, pociąg o 7.50.
W domu byliśmy o 12. Przebrałam się, nawet nie myłam się i pobiegłam na uczelnię. Załatwione!
Tramwajem do banku, na zakupy i do domu. Rozpakować się.

Teraz leżę. Mamy nową koleżankę w mieszkaniu. Przywitalismy się tylko a ja już mam dziwne przeczucie że nie będzie to dobra relacja

No i dostałam ten telefon!
 

 
4:18
stres nie daje mi zasnąć. W usosie nie będę mieć zaliczonych praktyk dopóki nie doniose wniosku o wpis warunkowy. Znajomi dziś dostali plan na trzeci semestr (ja NIE), wiedziałam, że tak będzie ale nadchodzą zapisy do grup językowych, na zajęcia sportowe. I włączył mi się znany stresior.
Nie no, próbuje myśleć logicznie. W piątek (mam nadzieję, że zdążę) zaniosę ten świstek. Można by pomyśleć czemu go nie wysłałam pocztą, priorytetem? A no, w naszym mieście (tu) ostatnio była afera z pocztą, listy i kasa znikała... Myślałam nawet aby wysłać np 2-3 kopie, ale co jeśli doszły by wszystkie? No na debila bym wyszła
Do sedna, mam nadzieję, że w piątek będziemy w NASZYM mieście do 14, od razu pobiegnę i to załatwie. A jeśli nie.. #fajnapanizdziekanatu napisała, że termin jest do 25 wiec poniedziałek, więc chyba włącznie, prawda?
Wiem, schizuję. Przepraszam, ze tu, ale S. wyrzucił mnie z wyra bo nie dawałam mu spać.... Także ten.

Co dobrego: przerzuciłam się na e-papierosa. Przed przyjazdem tu trwałam na e-fajce 9 miesięcy (z drobnymi epizodami) więc DAM RADĘ. I Pan S. jaki zadowolony
Jutro dowiem się czy będę mieć telefon, czy nie (żyje 2 miesiące bez komórki, rozwaliła się). S. uparł się, że to będzie prezent od niego na urodziny. Nie lubię takich prezentów, ale skoro nie mam grosza to sie zgodziłam. Na używany! Sprawa wygląda tak, że S. pożyczył kase swojej siostrze na 'nowy start' w nowej pracy, wspominałam o tym. Niedawno pojawiła się jej inicjatywa, ze to co on jej pożyczył to ona da nam (sprzeda w sumie) swoj roczny telefon, aby być mniej dłużna. Dla mnie OK, dla S. i siorki też. Ale teraz do akcji wchodzi mama. Bo J. lubi ten telefon, ona da S. kase (troche) na nowy, bo potem J. weźmie kredyt na nowy telefon dla siebie. I Siorka (chaos: J. to siorka) ma teraz dziure w głowie.
Było OK, było ustalone, J. sama mówiła, że chce to załatwić sama z S. aby później ich mama nie musiała pomagać jej finansowo.
Nie rozumiem tej rodziny.
Co będzie, to będzie. Napewno nie pozwolę S. brać pieniądze od swojej mamy, nie będę szukać nowego, nie będę biegać bo i na to nie ma czasu. Trudno, wytrzymam bez, zaoszczędzę, kupię sama.

Oezu, jeśli czytelniku dotrwałeś do końca, podziwiam DO-BRA-NOC
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Poniedziałek. Byłam najpierw u siosrki S., zrobiła mi paznokcie, później zakupy na uczelnie, teczki, zeszyty, długopisy, jak ja to kocham! Zdjęcia wstawie wieczorem
Zaczynam się pakować. Smutno, za 2 dni wyjazd. Wydaje mi się jakby to było niedawno, kiedy byłam w Polsce i odliczałam dni do wyjazdu. Ani razu podczas pobytu tu nie pomyślałam 'aj jak super, niedługo wyjazd!'. Jedyne co mnie cieszy w powrocie, to to, ze zobacze mojego ukochanego Olimpa. No i powrót na uczelnie, to też miła wizja. Kocham uniwersytet, ale o tym napisze oddzielny post.

Teraz pranie, sprzątanie, pakowanie i jakiś obiadek dla rodziny. Miłego poniedziałku!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam kaca. Nie zwyklego, raczej z tych ogromnych.
Wczoraj dalam sie namowic siorce Pana S. na jedno piwko. Skończyło się o 1 w nocy.
Była z nami jej koleżanka ze swoim mężem, jej facet i Pan S. Wyżej wspomniany mąż straszny cham. Nie mogłam go znieść. Gryzłam sie w język aby tylko nic mu nie powiedzieć. Na koniec paliłam papierosa, stał niedaleko i jak nie wiem dmuchnełam mu w twarz. Tu to taki znak braku szacunku. Wydarł sie na mnie.
Nie żałuje, cham i prostak. Pokłóciłam się z nim. Pan S. też uważa, ze źle zrobiłam, ale mi wszystko jedno, nie zobacze go więcej, niech idzie na...

No, grubo było. Teraz próbuje się zmusić żeby posprzątać, ale ciężko mi idzie. Napisałabym wam więcej tej sytuacji, ale zwyczajnie nie mam sił.

Siostra Pana S. już do mnie dzwoniła, pytała czy ide na piwo. Powiedziałam ze sie zastanowie, ale nie mam zamiaru nigdzie wychodzic. Starczy.
Rano byliśmy na zakupach z S. Czułam się lepiej, ale to dlatego, ze byłam jeszcze pijana... Teraz jestem wrakiem.
  • awatar mąka krupczatka: Wybacz, ale moim zdaniem nie powinnaś mu dmuchać w twarz. Po co zniżać się do poziomu prostaka? Niestety to zrobiłaś...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Usunełam tego małego skurwysyna. Jak sie okazuje strach był odwrotnie proporcjonalny do długości trwania zabiegu. 1 MINUTA. A płacz i za przeproszeniem sranie ze strachu dwa dni...
Niech ten cholerny ząb będzie końcem nieprzyjemnych wypadków.
Czuje jak troche puchnie mi policzek, no nic, bedę chomikiem.
Lekko boli, mam ketonal, ok.
JUŻ PO WSZYSTKIM. Nawet nie wiem jak wam opisać moją radość.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zęba nie wyrwałam. W centrum horroru zaszła pomyłka, okazało się, że nie mogą mnie przyjąć, dopiero jutro 11.30. Chciałam mieć to już za sobą, chociażby bolało, ale było by już PO.

No nic.

Dziękuje wam bardzo za wsparcie i miłe słowa, niesamowite jesteście

Dziś nic więcej nie napiszę, nie dzieje się nic ciekawego, wartego opisania, i doceniam to.
Cenie sobie spokój, bardzo.
Na wieczór
 

 

#45

Ide do dentysty. Przerazona, zestresowana i chce mi sie plakac. Ale bedzie ok, tak? Pocieszam sie, ze ten zab juz 'wyszedl', wiekszosc jest na powierzchni, wiec nie bedzie rozcinania itd. Wczoraj chcialam sie troche o tym dowiedziec wiec przewertowalam google. I TO BYL BLAD. Filmiki na yt z duza iloscia krwi, fora internetowe, opisy bolu...
Pozamykalam wszystkie karty i oddalam sie ogladaniu Lizzzy Koschy na YT. Po 15 minutach przychodzi Pan S. i mowi o ktorej jutro idziemy, zebym sie nie bala. Kiedy poszedl sobie, lekko zestresowana koontynuje ogladanie, Mama wraca z pracy idzie do mnie i pyta i zaczyna opowiesci, ze siostra ciotki sasiadki corki matki babki miala tak, ale potem byly komplikacje i nie boj sie ;'

Poszlam spac. Dzis rano standardowo tabletki, herbata, YT. Ale juz nic nie przynosi ulgi, ide do dentysty.
 

 

#44

Pluca czyste, koniec choroby. No, ale nie bylabym soba, gdyby jedne problem nie zastepowal drugiego, wiec wczoraj od rana straszny bol zeba... Dzis bylam u dentysty (a boje sie bardzo, plakalam i blagalam Pana S. abysmy przyszli nastepnego dnia). Okazalo sie, ze to gorna osemka, zepsuta. Jedyne wyjscie - usunac.
No i waruje ze strachu, dzis poczulam zapach 'dentysty' i nogi mi zmiekly...
Dam rade. Jutro pojde na ten fotel, poprosze o glupiego Jasia i dam rade. Probuje w to wierzyc. Lykam przeciwbole jak cukierki, ketanol. Nie pale, wkurwienie bierze mnie straszne.
Nie wiem co to bedzie.


Co dobrego?
Scielam wlosy. Gdzies z 5 cm, od razu lepiej!
Dzis z Panem S. kupilismy laptop. Samsung, piekny Teraz juz musi mi zainstalowac Simsy!
  • awatar ` Niezależna od innych <3: Nie ma się co bać dentysty ;) on tylko nam pomaga w bólu.. Kiedyś tez się bałam, ale przełamałam strasz i teraz myśl o dentyście wgl mnie nie przeraza ;) Strach to wytwor naszej wyobraźni ;)
  • awatar Nuteliaஐ: o matko.. tez nie znoszę dentysty..
  • awatar mąka krupczatka: Powinnam iść do dentysty...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

#43

Atmosfera w domu napięta. Siostra Pana S. dziś wróciła z pracy i od razu pojechała do swojego, pogodzili się. A, niech jedzie, mam nadzieje, że w domu zapanuje spokój.
Między mnie i Panem S. spokojniej, między mną a mamą (Pana S.) dystans. Wkurzyło mnie jej zachowanie. Nie jestem dzieckiem, kiedy chcę jeść idę do kuchni i jem, wiem jak sie otwiera lodówkę, a nawet SAMA UMIEM GOTOWAĆ. Kurde no.

Troche się stresuję powrotem do Polski. Musze znaleźć praktyki w trybie ekspresowym, przewieźć psa do nas i ogarnąć mieszkanie. Dam radę!

Jutro drugie (ostatnie) zdjęcie płuc, trzymajcie kciuki! Mam nadzieję, że to koniec antybiotyków, lekarstw, Czuję tego skutki, boli mnie wątroba, żołądek ciężej pracuje. Przynajmniej poznałam na własnej skórze jak pracuje ukraińska służba zdrowia
>
 

 
Wczoraj po poludniu poklocilam sie z Panem S. O 20 hrywien (waluta). Mam pieniadze, ale na karcie, bankomat najblizszy ok 1,5 km od domu, a 200m malenki sklepik w ktorym chcialam kupic papierosy. On powiedzial 'nie'. Bo nie chce zebym palila. Ale w sumie mnie to huj obchodzi, pieniadze ci oddam, wiec w czym problem? 'Nie'.
A idz ty w..
Wyszlam z domu trzaskajac drzwiami, przy rodzicach. Poszlam spokojnie do bankomatu, wracajac przez park chcialam ochlonac wiec usiadlam na laweczce, spokojnie. Posiedzialam gdzies z godzine, przez drzewa widze na drodze znajomy rower - Pan S. mnie szuka. Pomyslalam - 'teraz sie martw' i wolnym krokiem ruszylam do domu.
Bylam w domu, mama Pana S. malo do mnie mowila, mysle huk z tym, nie zawsze bedzie miesiac miodowy, a to ze ona trzyma strone syna (tez nie lubi palaczy) mnie nie zdziwilo, olalam to. gdzies po godzinie wrocila siostra Pana S. z pracy i oznajmila, ze przychodza nasi znajomi ogladac filmy na projektorze na dworzu. Pomoglam jej, fajnie, mama wychodzi z domu i jak na nas nie chuknie, ze co my robimy, czemu tutaj itd, itp.
Mimo wszystko znajomi przyszli, bylo milo.
Rano pojechalam do miasta, dolaczyla do mnie siorka i razem wrocilysmy do domu. Ja z Panem S. nie gadam. Kiedy mama wrocila z pracy, ja lezalam i drzemalam, co mialam zrobic, to zrobilam, bylo mi chlodno wiec sie polozylam. Przyszla do mnie i pyta czy chce jasc, za zgodnie z prawda odpowiadam, ze nie. Nie jadlam dzis za duzo, ale glodu nie czuje wcale. Na co ona ( i co mnie zaskoczylo, pierwszy raz tak) : "To co ty w nocy robilas, jak tak mozna nie jesc? Wiem, ze sie poklocilas z S. ale to jaka roznica, nie patrz na to, ze ja kloce sie z J. (siorka), musisz jesc!" Kurwa mac. Slow mi zabraklo, zachcialo mi sie plakac i wkurzylam sie na maxa w jednym momencie. Powiedzialam, ze wiem, mam swoj rozum, nie chce jesc wiec nie jem. Za pol godziny przychodzi, bierze mnie za reke i mowi idziemy. Zaprowaldzila mnie do kuchni, do stolu i usadzila przy talerzu pelnym kaszy, miesa i warzyw.
Zjadlam i bez slowa wrocilam do pokoju. Teraz niby ok, gada ze mna... Nie wiem co to bylo, ale NO JA PIERDOLE.



przepraszam za wulgaryzmy, serio.
  • awatar ` Niezależna od innych <3 .: Trochę się pogubiłam.. Mama S. zaprowadziła Cię bez słowa za rękę do kuchni? Jeżeli dobrze zrozumiałam, to spoko teściowa Ci się szykuje ;)
  • awatar Moi Claudie: Jakby nie patrzec chłopak dba o Ciebie i Twoje zdrowie:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

#41

Siostra Pana S. dziś pierwszy dzień w nowej pracy. Niby Ukraina, ale praca jest Wczoraj robiliśmy jej zakupy, jest manikurzystką, wiec lakiery, ozdoby, akcesoria. Dziś byłam jej pierwszą klientką, taka 'dobra wróżba'.
Poza tym jest spokój. Nikt sie nie kłóci, cisza. Oby tak dalej.
Dziś wstałam o 6, jestem senna strasznie, w planach drzemka. Powoli zbieram swoje rzeczy, za 2 tygodnie wyjeżdzamy
Myślę o tym jak będzie w Polsce. Zaraz po przyjeździe muszę zabrać do siebie swojego najlepszego przyjaciela - Olimpa.
7-letni kundelek.
Tak bardzo się cieszę, że będe miała go przy sobie. Właściciel naszego mieszkania zgodził się pod wrunkiem, że załatwia się na dworzu. Od pierwszego dnia kiedy wzieliśmy go ze schroniska, podchodził do drzwi aby pokazać, że chce wyjść. Tak więc problem mieszkania mam z głowy, teraz na tapecie przejazd z pieskiem pociągiem. Macie jakieś doświadczenia? Jak to wygląda? Czy trzeba kupywać bilet dla zwierzaka? Wiem, że napewno piesek powinien być w kagańcu (nie wierze Olisiowi, nie lubi pijanych), książeczka zdrowia. Co jeszcze? Będę wdzięczna za pomoc


Tymczasem ide sie zdrzemnąć.
 

 
Szczescie bardzo! Praktyki z glowy, ufff! Mam czas do 15 grudnia i jestem prze,prze,przeeeszczesliwa!
Bylam rowniez u lekarza, wszystko jest ok, dzis ostatni zastrzyk od jutra jeszcze tylko 5 dni tabletki i koniec!
Dzis dzien petarda po prostu

Do tego zrobilam mapy mysli z angielskiego, 150 fiszek z 2 unitow i obiad nawet zrobilam.
Szczescie, szczescie, szczescie!
 

 

#39

Szybko nacieszyłam się spokojem. Dziś rano w drodze do szpitala dzwoni do mnie siostra Pana S. Że ten jej nie wrócił na noc, że u kolegi spał, a tam jakieś małolatki są, bo słyszała w telefonie, że on był w klubie. Zapłakana wzieła wszystkie rzeczy i czeka na mnie w parku. Ja jeszcze miałam zrobić zakupy, mojego antybiotyku nie ma w żadnej aptece, lece do lekarza zapytać co dalej, do końca 'kursu' dwa dni, jak żyć? Lekarz na urlopie, inny tez, na całą przychodnie jeden lekarz, może mnie przyjąć, ale za 4 godziny, kolejka nie z tej ziemi. Ale ja mówie, musze zastrzyk, za max 2 godziny musze miec zrobiony. Ręce mi opadły, siostra Pana S. dzwoni gdzie jestem, żebym jej kupiła alkohol. I fajki.
Poszłam do pielęgniarki która robi mi zastrzyki mówie o lekarzu debilu, o aptekach. Na karteczce napisała nazwe analoga, lece do apteki, jest! Wracam do zabiegowego, zastrzyk raz dwa, jeszcze sklep, biegne do siorki. Zapłakana, zasmarkana. Już była pijana. O 9 rano. Wziełam ją ze sobą do domu, poszła spać. Ja posprzątałam, wyprałam i ugotowałam obiad dla wszystkich (wróciłąm do formy!)

Kiedy mama Pana S. wróciła, zaczelo sie... Mama na siostre, siostra na mame. Chuj, że obiad, ja z S. i jego ojcem czekamy, one sie kłócą, poszłam do pokoju i tam słysze tłuczony talerz, krzyk ojca. Siostra Pana S. rozbiła talerz z obiadem, mówiąc "w waszym domu nic nie bede jadła!". Ubrała sie i wyszła. Mi troche smutno, nie powiem. Ogólnie wszyscy rozdrażnieni przez tą sytuacje.
No, to by było na tyle.
Poszła do koleżanke, mogę się założyć, ze w okolicy 12 w nocy zadzwoni do Pana S. żeby po nią wyszedł. BO ONA SAMA BOI SIE WRACAĆ GDYT JEST CIEMNO.
Kocham ją jak własną siostre, naprawde, ale to co ona robi wokół siebie, przerasta mnie. Wyżywa sie na każdym, wystarczy, że ma zły dzień. Myślałam, że mama może ją sprowokowała, powiedziała coś o zachowaniu tego jej, może o niej, ale nie, mama tylko zapytała jak ona się czuje i czy zje z nami.
Nie wiem co o tym myśleć.
 

 

#38

Jest lepiej, zastrzyki dzialaja, matka niby wziela sie w garsc. Nic sie nie dzieje od wczoraj i to jest piekne. Taki spokoj zapanowal, cudnie.
 

 
Bylam w szpitalu. Jest zle. Znow dostalam zastrzyki, tym razem dozylnie. Ze szpitala wyszlam jak dzieciak zaplakana. Nie dlatego, ze jest ze mna zle. Dlatego, ze nie chce zastrzykow, ani lekarstw! Dajcie mi umrzec, tup tup nozka... Jak dzieciak kurwa. Po prostu mam dosyc choroby. Biegania do pielegniarki na zastrzyk, nieporozumien przez moj slaby akcent. Wkurwia mnie to wszystko. Wyplakalam sie, kupilam strzykawki i od cholery roznych fiolek z plynami. Dam rade.
Co do komentarzy pod ostatnim postem, powinnam chyba tu napisac co z moja mama jest nie tak, nie tylko odpowiadac zdawkowo na komentarze. Tak, jest uzalezniona, walczy? Walczyla. Nawet nie wiem ile lat, pamietam tylko ze tak od 5 roku zycia odwiedzalam ja w szpitalach, i jako dzieciaczek mialam wpojone przez ojca/siostre mamy/sasiadow ze mama jest chora i kiedy wyzdrowieje, wroci.
Teraz znow zaczela. Pila przez tydzien.
Pisalam juz, ze sie 'odcielam' majac 17 lat, przeprowadzajac sie do internatu. Pozniej mieszkalam sama, pracowalam, teraz studiuje. Ale nie wiele to daje. Przez ostatni tydzien chodzilam jak na szpilkach, bo ona pije, bo cos sie stalo lub stanie, bo pewnie potrzebuje pomocy, bo co z psem i wiele, wiele innych. Jest ta niewidzialna pepowina i ni jak nie wiem ja ja odciac. Czasami mamy dobry kontakt, czasami zachowuje sie jak zimna suka.
Posprzatalam, obejrzalam 2 odcinki serialu, i nie wiem co dalej. Pada deszcz, wymarzona pogoda. Wrocilam do angielskiego, ale nie na dlugo, obiecuje poprawe.
Praktyki stoja w miejscu. Nie wiem juz do kogo mam pisac, aby cos sie zadzialo. Padam.
 

 

#37

Znów biegam po lekarzach. Jutro badanie krwi, zdjęcie płuc i laryngolog. Wkuwria mnnie to latanie, nie wiem czy te ukraińskie leki na mnie nie działają, czy jest ze mną aż tak źle.
Byle wyzdrowieć, tak na 100%.
Dziś spotkałam się na mieście z siostrą Pana S. Rzuciła pracę. To ten typ osoby, ktory najpierw robi, później myśli. Siedząc w parku i rozmawiając ze mną o tym, dotarło do niej, że przecież mogłaby pomęczyć sie tydzień lub dwa i między czasie czegoś szukać. Ale nie, za późno.
Pan S. dziś kupił sobie zegarek. cały wieczór siedzi czytając instrukcje i ucząc się jak działają te wszystkie bajery. Duże dziecko, nic więcej.
Dodzwoniłam się do mamy. Dobrych wieści brak. Po chwili rozmowy rozłączyłam się, nie chcę się denerwować, to bez sensu.

Odcinam się od wszystkiego co złe.

Dziś bardzo pomogła mi rozmowa z mamą Pana S. Rozmawiałam z nią o mojej mamie, tym jak sie zachowuje i że muszę się do niej zdystansować. O moim ojcu, o studiach i o tym, że zawsze mogę na nią liczyć, bo jestem częścią rodziny. To było tak słodkie i wzruszające. Dawno tak się nie czułam.
To był dobry dzień.
  • awatar serdeleknadiecie: Na Ukrainie tak łatwo o prace, ze w przeciągu 2 tygodni znajduje się nową? Mama... :( Współczuję Ci :(
  • awatar Moi Claudie: @poukladana: pije? Ale walczy z tym jakoś?
  • awatar Moi Claudie: Też o miałam wczoraj nieprzyjemną rozmowę z mamą, ale u nas to ona się rozłączyła..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

#36

Urodziny się udały. Pół dnia spędziłam przy garach, siostra Pana S. skończyła wcześniej pracę i przyszła mi pomóc. Około 19 zaczeliśmy kolację z rodzicami, później przyszli znajomi. Gadu-gadu, ja kursowałam taras-kuchnia. Bo i tak nie piłam. Kiedy już było ciemno Pan S wyniósł projektor i głośniki, roswiesiliśmy białe prześcieradło, no mega.
Wszyscy zadowoleni, śmiechy chichy. Ogólnie myślę, ze się udało.

Wczoraj ostatni zastrzyk, czuję, że w uszach coś się dzieje, kwestia dni, aż odzyskam 100% słuch.

No i nie wiem, mama nie daje znaku życia, ja tu myślę i myślę. Praktyki stoją w miejscu, żadnej odpowiedzi od wczoraj.
Jest zimno.
  • awatar serdeleknadiecie: Nie możesz pojechać do mamy? W praktykach załatwić przesunięcie zaliczenia?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
9/10 zastrzyki.
Dziś biorę się za robotę. Wieczorem impreza z okazji urodzin Pana S., trzeba zrobić żarcie, posprzątać. Wypiłam już 3 kawy. A jest 11.
I nadal chce mi się spać, fuck logic.

Nie będę już płakać, użalać się. Co będzie to będzie. Skoro i tak na pewne sprawy nie mam wpływu, nie będę się denerwować. Wczoraj zeszło ze mnie dużo emocji, przepłakałam kilka godzin. Dziś myślę racjonalniej.




Miłego dnia!

edit: Coś ruszyło z praktykami! Dziś odpisał mi baaardzo miły Pan, który wrócił z urlopu, wytłumaczył co i jak i skierował do koleżanki #brzydkiejpanizdziekanatu , mam nadzieje ze to bedzie #milapanizdziekanatu.
Nie chce sie cieszyc na zapas, ale maly plomyk nadziei sie pojawil!
 

 

#34

7/10 zastrzyki.

Moja mama nie odbiera telefonu. Bardzo się boję, że wróciły jej 'problemy ze sobą'.
Nadal nie rozwiązałam problemu praktyk, a raczej ich braku. Stres rośnie z każdym dniem, a USOS zamyka się za 28 dni.
Pan S. jest inny. Nie mogę się z nim dogadać, chciałabym mu się wygadać ze wszystkiego, ale on nie ma czasu.
Nie czuję poprawy po zastrzykach. Nadal słabo słyszę, z nosa kapie a kaszel powoduje odruch wymiotny.
Boję się przyszłości.
Nie mam siły nic zmieniać, ba! Nawet nie wiem co i jak mogłabym zmienić.

Tak w skrócie - TO co mam w głowie. Jak dobrze, że jest pinger.

Wstałam o 11. Całą noc oglądałam filmy (wyspałam się w dzień i nie mogłam zasnąć, brawo ja). Zaspałam na zastrzyk, miałam być o 10, nic, biegne o 12. W aptece nie ma tego co ja chce, proponuje mi coś innego, OK. Lece do pielęgniarki, ona wkurzona, że to nie to, co prawda dobre, ale trzeba robić 'próbę', abym przypadkiem się nie przekręciła. Ok, robimy. Czekam 20 min, wszystko dobrze, ukucie w miejsce właściwe, ide do domu. Zdążyłam wyjść ze szpitala dzwoni Pan S. "kup to, to i to" . Ja już czerwona ze złości, spoko. Kupiłam, wsiadam w autobus, pieprze chodzenie.
Jestem w domu. Oddech. Łóżko.
Niech nikt dziś ode mnie nic nie chce, niczego nie oczekuje i da mi spokój.
Nie wiem co się ze mną dzieje, ale nie panuje nad sobą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

#33

6/10 zastrzyki.
Cały dzień jestem do niczego. Nie miałam fizycznie siły aby wstać z łóżka. Psychicznie nie jest lepiej, a nawet gorzej niż było przez ostatnie dni.

Popołudniu dałam się wyciągnąć Panu S. na małe zakupy do marketu, we wtorek ma urodziny, myśleliśmy co przygotować do żarcia.
Kupiłam chipsy. Wpierdoliłam całą paczke, SAMA.
NIE ŻAŁUJE.
Tylko Pan S. jakiś wkurzony.

Siedzę sama. Jem. I rosnę. Dziś troche czytałam, ale nie wychodzi mi to. Padał deszcz.


Idę spać.
 

 

#32

3 zastrzyki zrobione z 10.

Rano byłam w szpitalu, na zastrzyk. Później szybkie zakupy dla mamy Pana S. i apteka - leki na kaszel (który wrócił).

Wczoraj rozmawiałam z mamą. Od kiedy nie mieszkamy razem, zauważyłam, jaka z niej egoistka. To smutne. Można powiedzieć, że 'wyprowadziłam' się od niej mając 17 lat, zamieszkałam w internacie, co prawda przyjeżdżałam do niej na weekendy, ale i tak robiło to lepiej na moją psychikę niż 7 dni w tygodniu. Do 17 urodzin słyszałam tylko, że ona tak wiele dla mnie robi, poświęca się (wychowywała mnie sama, to prawda) i chyba miałam jej dziękować ale wszystko co robiłam było nie tak. Teraz mamy lepszy kontakt, ale dociera do mnie więcej, jej wady. Nieodpowiedzialność, egoizm. Od kiedy jestem chora (ponad 2 tygodnie) tylko raz zapytała jak się czuję, później mi przerwała opowiadając co ja spotkało na stacji benzynowej. Mama Pana S. jest zupełnie inna. Pisałam już o tym, ze czuje jakby wszyscy traktowali mnie jak dziecko i że mnie to wkurza, ale prawda jest taka, że ciężko mi się przyzwyczaić. Moja mama miała problemy 'sama ze sobą' i właściwie od 14 roku życia dbałam sama o siebie, były epizody, że wtedy właśnie mieszkałam sama podczas gdy moja mama była w szpitalu. Często bywało tak, ze to ja byłam matką dla niej, chociaż powinno być odwrotnie.
Dziś przy śniadaniu przyglądałam się Panu S. i jego mamie i naszła mnie taka refleksja. Kocham moją mamę, ale muszę być wobec niej bardziej asertywna. Sama siebie łapię na tym, ze zabiegam o jej aprobatę. Gdy coś mi się uda, dzwonię do niej, zeby usłyszeć coś w stylu 'cudownie, gratuluje, jestem z ciebie dumna' ale za każdym razem jest 'ale dlaczego nie lepiej? moze powinnas zrobic inaczej?'
Moze nie powinnam tu tego pisac, ale jest mi troche przykro i chcialam to z siebie wyrzucic. Juz mi lepiej, troche.
O tych moich problemach z matką, ojcem, mogłabym napisać książkę, ale prawda jest taka, że ich kocham. Cokolwiek by nie było, to rodzice, którzy dali mi to co mogli.
  • awatar Moi Claudie: Eeeej no nie wierzę, że jest aż tak źle... :/
  • awatar serdeleknadiecie: Mi raz mama zarzuciła, że ja jej "nudzę o pracy" a ona ma swoje obowiązki. Tylko, ze to ona do mnie wydzwania, a jak ja nie zadzwonie to są fochy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

#31

Swieto Niepodleglosci, troche udane troche nie. #Cizia nas unikala, nie wiem czemu, serio. Bylam mila ( i nie jest to sarkazm). Spotkala sie z nami tylko na 5 min i tylko po to, aby powiedziec, ze jedzie do domu. Dla mnie to i lepiej, nie trzeba bylo sluchac jej glupiego pierdolenia, ale to ona nam zaproponowala wyjazd na ta impreze, my nawet o niej nie wiedzielismy. A pozniej pojechala do domu.

My zostalismy ciut dluzej, jakas godzine. Dojazd NA impreze byl straszny, przepelnione autobusy, upal i dziurawe 40km drogi. Przez korki wysiedlismy z autobusu i jeszcze 3 km (!) zapieprzalismy pieszo. Z powrotem nie bylo lepiej. Gdy dotarlismy na 'parking' autobusow okazalo sie, ze do naszego miasta ostatni odjechal (z cizia w srodku). Pierwsza mysl? ONA WIEDZIALA.

Poszlismy pokogos z ekipy organizatorskiej, on nic nie wie. Podzwonil, okazalo sie ze za godzine przyjedzie autobus. 2,5 godziny czekania...

Mialam dosc. Kiedy wrocilam do domu, padlam i nie mialam ochoty wstawac. A wszystko przez kogo? Sami wiecie.

Dzis bylam u laryngologa. To, co ta baba robila ze mna w gabinecie, bylo gorsze niz w horrorach. Wyszlam wkurzona, przestraszona i obolalym nosem i uszkami

Sluchu nadal nie mam, za to zastrzyki 2 razy dziennie przez piec dni... Tak, na Ukrainie nawet zatoki lecza zastrzykami
Pozdrawiam!
 

 

#30

Nadal nie wiem co robić. Smutno.

Jutro jest u nas Święto Niepodległości. Dziwnie jest to świętować, zważając na to, że trwa wojna. (jestem aktualnie na Ukrainie - dla nowych czytelników)
Mimo to jedziemy na festyn. Pokazy lotnicze, wieczorem koncert. Będzie 'przyjaciółka' Pana S.
Straszna suka i taka 'cizia' więc koniecznie muszę wyglądać dobrze. Niby wiem, że nic nie łączy Pana S. z nią, ale jakiś dyskomfort jest. Chyba coś nie halo, że bakba starsza od niego 5 lat mówi do niego, ze jest dla niej jak brat i baaardzo często potrzebuje jego pomocy... Oczywiście jak jesteśmy na Ukrainie, gdy jesteśmy w Polsce, nawet nie pisze do niego. Denerwuje mnie ta sytuacja, ale jestem cierpliwa i gdy tylko usłysze z jej ust coś co mi sie niespodoba, zaatakuje. I Pan S. już o tym wie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

#29

smutno, stresowo. Rozwiazania mojego problemu nie ma, nie odpisuja na maile, mysle, że kawka z koleżankami jest ważniejsza od sprawdzania poczty.
Nienawidze bab z dziekanatu, serio. Zanim poszłam na studia myślałam że ta nagonka nie ma uzasadnienia, dziś wiem, że to jakiś inny gatunek człowieka.

Pada deszcz i jest cudownie <3 ten deszcz to moja jedyna radość od wczoraj, cudownie jest
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

#28

Od rana
pisze maile, prosze, dzwonie. Nikt nie odbiera. Jak juz #brzydkapanizdziekanatu odpisala, nie wniosla tym nic nowego, napisala to co juz wiem i wlasciwie przepisala to z mojego maila. No nic, czekam na kolejne. USOS jest spoko. Wiem kto i kiedy ma urlop, wiec szukam alternatyw.

Dzis depresja, placz i lament. Bo to koniec studiow, koniec uniwerka i pojde do maka na kase.
Nie wiem, naprawde nie wiem co mam robic. Stres we mnie rosnie, ciagle chce mi sie plakac i nie moge sobie znalezc miejsca. Kursuje od komputera zeby sprawdzic czy nic nie ma w skrzynce do mojej 'palarni' i tak w kolko. Wczoraj plakalam.
Wyrzucam sobie jak moglam zaufac tamtej suce. Czemu po prostu nie poszlam normalnie do jakiejs firmy, kurwa, czemu?
I placze i pale i jutro wraca siostra Pana S., bedzie reset.
  • awatar serdeleknadiecie: Przerażenie po studiach... Boże, jak ja sobie pomyślę ile miałam nieprzespanych nocy myśląc nad tym gdzie szukać pracy, z kim chce pracować. Wymyśliłam, ze dzieci, wymyśliłam że przedszkola. Dziś, prawie 5 lat po ukończeniu studiów robię podyplomówkę z psychogeriatrii. (geriatria - osoby starsze). Powiem Ci tyle, co ma być to będzie! Roznoś cv! :)
  • awatar Moi Claudie: A co studiujesz? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znów byłam na zakupach, także jestem szczęśliwa. Co do praktyk, nie poddam się. Od poniedziałku zacznę dzwonić do każdego kto ma coś wspólnego z praktykami i nie przestane dopóki nie rozwiąże tego. Może i będę natrętna, ale walcze o swoje.
Za bardzo podoba mi się mój kierunek, nie odpuszczę bez dyplomu w dłoni :-)

Także ten, dziękuje za komentarze dziewczyny, zmotywowały!

Obiad zrobiony, biore się za bałagan, miłego dnia!